Forum www.boga.fora.pl Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Rozważana stworzenia na temat stwórcy, i "Ja" zawa

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.boga.fora.pl Strona Główna -> Bóg po prostu JEST
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Abba...




Dołączył: 24 Gru 2015
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: kkkkkkkkkkkkkk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:35, 05 Kwi 2016    Temat postu: Rozważana stworzenia na temat stwórcy, i "Ja" zawa

Tytułem wstępu, aby powstrzymać niekonstruktywną polemikę nadmieniam, że poniższy tekst nie aspiruje do miana prawdy, a obrazuje jedynie osobiste rozważania, i mam nadzieję, może być inspirującym do szukania własnego obrazu rzeczy, w odniesieniu do bohatera tego forum, jakim jest Bóg, a także przedmiotu dążeń, jakich źródłem On sam mam nadzieję jest.

Pewien ksiądz, jeszcze w czasach mej młodości, ustosunkowując się do teorii ewolucji, stwierdził że nie stoi ona w sprzeczności z naukami o przyczynie wszystkich przyczyn Bogiem zwanej. Określił bowiem że ewolucja może być faktem, ale pojawienie się świadomej siebie jaźni /zaszczepienie jej humanoidalnej istocie/ jest ewidentnie związane z intencyjnym wpływem Boga. Jeśli bowiem przyjąć że Bóg, to świadomość określająca siebie słowami "Jam jest" to nie można zaprzeczyć iż jego jestestwo pojawiło się w świadomości człowieka, a odróżnia je od niego tylko fakt, że On sam dodaje o sobie, do określenia "Jam jest" także stwierdzenie na temat tego, co warunkuje jego istnienie czyli "który jest" co zaświadcza o tym że jego istnienie nie jest zdeterminowane przez czynniki zewnętrzne, oraz daje obraz pewnej tajemnicy jaką owo istnienie jest owiane. A więc w odniesieniu do człowieka, pierwszy element boskości jest już zrealizowany, poprzez świadomość swego istnienia, a drugi jest kierunkiem rozwoju dlań, by jaźń nie potrzebowała warunków i bodźców zewnętrznych, potwierdzających jego istnienie. Istnienie tych bodźców i uwarunkowania obecnie, obrazuje filozoficzna myśl, "wątpię więc jestem" i kolejny krok w rozwoju tej myśli: "myślę więc jestem", co zakrawa właśnie, na warunkowanie swego istnienia od przedmiotu swych rozmyślań. Bóg w kontekście tego jest czynnikiem, który jako wiodąca myśl, wiedzie byt ku swemu przedmiotowi, jakim jest niczym nie uwarunkowana i nie ograniczona Istota. Bez tego czynnika, istnienie myśli jest warunkowane bodźcami zewnętrznymi, a ustanie bodźców zewnętrznych, powoduje brak ukierunkowania rozważań, brak ich przedmiotu oraz ich celu, a jedynym uwolnieniem od tego uwarunkowania jest ponowne pojawienie się tych bodźców, by wreszcie wygenerować w sobie skupienie, na.istocie Boskiego Ja. Dla świadomości istnienia "Ja", niebyt nie może być realnością i nie jest dlań alternatywą. Uświadomienie sobie że tajemnica istnienia wszechrzeczy zawiera się w słowie "Ja", wiąże się ze zrozumieniem, że jedynym jej celem jest przepojenie tą świadomością wszystkiego, w czym jeszcze nie została ona przebudzona /przebudzona, bo w istocie jest ona wszystkim i wszędzie/. Jedynym więc jej przeciwnikiem, jest nieistnienie i złudzenie jego realności, któremu podlega budząca się jaźń, miotana snem nierealności swego bytu. Taka jaźń, egzystuje w poczuciu, konieczności walki o zachowanie swej egzystencji , a imperatyw walki, kształtuje jej stosunek do odmiennych od niej, także budzących się bytów. W efekcie mamy wojnę, własnego Ja z Ja jakie przejawia otoczenie.

Zwycięstwo własnego Ja nad Ja otaczającym, pogrąża otaczające w ponownej potrzebie przebudzenia, czyniąc zwycięzcę zbawicielem pogrążonym w obowiązku odwrócenia efektów swego zwycięstwa. Gdy własne Ja przegrywa z otaczającymi je przejawami Ja, staje się poczuciem przemijalności w ich istnieniach. Innymi słowy, wszelka walka świadomości istnień jest walką z Ja, czyli aspektem wszechistnienia którego każda świadomość jest częścią, a co za tym idzie godzi w podstawę istnienia każdej z możliwych stron zaangażowanych w walkę, a wniosek z tego jest jeden: każdy rodzaj podjętej walki, jest auto-destruktywny, bo walczy się z własną podstawą przejawioną u innych. Toteż nie sposób jej wygrać nie będąc jednocześnie przegranym, i przegrać nie zwyciężając. I ten właśnie fakt, leży u podstawy znaczenia i wartości słów: "ostatni będą pierwszymi", "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" czy "coście najmniejszemu uczynili mnieście uczynili".

Nieistnienie nie jest nacechowane realnością bytu, i "jest" jedynym "przeciwnikiem" realności Ja. Czyli Ja podejmując walkę z nierealnym, nieistniejącym przeciwnikiem, zaszczepia swe cechy w nieistnieniu, tworząc nowe na wpół świadome realności, w których egzystuje i to zaranie walki "stwórcy" kontynuowane rozpędem, zapamiętaniem w woli zwycięstwa, godzi w pryncypia jego realności, a to tworzy poczucie realności przeciwnika który w nie godzi.

Przykładając do tego stanu rzeczy, obraz drzewa wiadomości dobrego i złego, rozpoznając dzięki jego owocom cokolwiek jako godne zwalczenia, i mając na uwadze przekaz, że w Edenie wszystko było, a nawet jest dobre, w efekcie wymusza to stwórczą /boską/ moc poznającego siebie w kontekście nieistnienia, czyli nierealnego wcześniej zła, by zwalczyć je jako własny twór, powracając do poprzedniego stanu rzeczy, na podobieństwo syna marnotrawnego, lub stopić swą istotę z Boską naturą stwórczą, wiecznie tworząc, i pochylając się, nad wieczną koniecznością ich doskonalenia w świadomości Ja, jako Chrystus doświadczający śmierci zawartej w swym stworzeniu, aż do pełnego przebudzenia, poprzez powrót syna ukrzyżowanego w nieistnieniu doznającego śmierci jako nowotworu poznawczego we wszechistnieniu, i zmartwychwstania jako ozdrowienia z tej przypadłości poznania niebytu.

Istnienie bowiem, jest, wieczną, trwałą jednością przejawiającą swą naturę w bycie, wyrażanym siebie: "Jam Jest który Jest" a jego cząstka śniąca sen stwórczy, oddziela się od niego by poznać dziedzinę stwarzania, a polem do tego jest jedynie niebyt, z którego trzeba tak czy inaczej się przebudzić jako zabity i zmartwychwstały zbawiciel lub syn marnotrawny, ale oba te aspekty bytu wynikają ze snu i i są nim samym w istocie.

Wejście w sen niebytu, jest zrazu nacechowane świadomością pełni "Jam Jest który Jest", a imperatyw snu stwórcy, jako początkowy byt oddziela ciemność nieistnienia z którą będzie walczył, od jasności istnienia nad którym będzie pracował...po siedmiu jednostkach czasu który stworzył, zakończy swoja pracę, różnicując istnienia swego stworzenia na te, jak on śniące rozrost świata roślinnego, wyrażające nadzieję przebudzenia świata zwierzęcego, i na jego obraz i podobieństwo świadome swego bytu...ale pozostały imperatyw tworzenia, zatopi go w odpoczynek, a ten przyniesie sen o buncie w swym stworzeniu, i aż do śmierci jako własny syn trwać będzie, przynosząc ostateczne przebudzenie, z pamięcią zapisanych biblijnych historii, które w wiecznym bycie, zostaną włożone miedzy bajeczne historie biblioteki wieczności Akaszy...

Finalnie, można też rozważyć że stworzenie, pozazdrości swemu stwórcy, i oddzieliwszy się od "Jam jest który jest", napisze własną historię przebudzenia, podpisując ją nie "Jam Jest", ale Jan, i nadając jej tytuł: Apokalipsa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jerzy Karma
Referent



Dołączył: 20 Kwi 2008
Posty: 1038
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:33, 10 Kwi 2016    Temat postu: Re: Rozważana stworzenia na temat stwórcy, i "Ja"

JJW111001020


Bardzo fajnie to ująłeś o Bogu, że określenie „Jam jest” wskazuje, że Jego „istnienie nie jest zdeterminowane przez czynniki zewnętrzne.”

„ A Bóg rzekł do Mojżesza: Jestem, który jestem . I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: "Jestem" posłał mnie do was!” (2 Moj. 3:14, Biblia Warszawska)

Słowo „który” – wskazuje na płeć. Jeśli zaś płeć – to mamy automatycznie zdeterminowanie.
Oczywiście można przyjąć, że Bóg mówił do mężczyzny – zatem zwrócił się do niego w takiej formie. Może do kobiety powiedziałby: „Jestem, która jestem”?
Na takiej zasadzie jak dorosły czasem guga do noworodków.


Idąc dalej, czyli odnosząc „jestem” do człowieka – okazuje się, że też jesteśmy, a jednak bardziej niż łatwo dajemy się determinować przez czynniki zewnętrzne.


Co jednak będzie z naszym rozważaniem gdy oprzemy się na innym tłumaczeniu:
„Tedy rzekł Bóg do Mojżesza: Będę który Będę . I rzekł: Tak powiesz synom Izraelskim: Będę posłał mię do was.” (2 Moj. 3:14, Biblia Gdańska)

Można zwrot „będę” rozumieć dwojako:
1. Będę z wami – czyli was nie opuszczę (Jak wiemy żydzi wielokrotnie byli opuszczeni przez Boga – każdym razie tak można myśleć po tym, co ich spotykało.)
2. Będę – w znaczeniu, że kiedyś będę z wami. Dopiero kiedyś. Teraz nie jestem. Jednak słowo „posłał” zaprzecza temu. Także wyprowadzanie Żydów z Egiptu świadczy o tym, że był z nimi. )

W sumie oba znaczenia wydają się być pozbawione prawdy.


Wcześniej poruszyłeś temat ewolucji w kontekście stwarzania świata przez Boga .
Stwarzania wg Biblii, czyli w czasie owych 7-iu dni, gdyż Pisma Wedyjskie też opisują stwarzanie świata. W nich także mówi się o dniu Brahmy i o dniu człowieka. Są to dwie różne skale czasowe.

Poza tym, czym innym jest dociekanie jak powstał świat, a czym innym temat istnienia Boga .
Oczywiście zazwyczaj ludzie łączą te dwie kwestie, gdyż stworzenie świata i ludzi wywodzą od Boga, albo nie wywodzą i wywodzą … sami nie wiedzą z czego … podstawiając ewolucję, czyli sam świat. U ateisty świat powstaje ze świata – czyli był zawsze w jakiejś formie, choćby jaja, z którego „wybuchł”.
Skąd się wziął ów świat? Nie wiedzą.
Tak samo jak osoby przyjmujące istnienie Boga nie wiedzą – skąd się wziął Bóg.
W tym sensie niewiele wiedzą jedni i drudzy.
W tym sensie nie ma między obu grupami różnicy.

Jest jednak najbardziej istotna różnica między tymi dwiema grupami.
Wierzący przyjmują, że światem kieruje INTELIGENCJA.
Natomiast ateiści postrzegają świat jako głupią materię
(a przecież są częścią świata!) podlegającą dzikim reakcjom.
I ta głupia materia stworzyła ludzi, komputery, napisała książki itd. Jej chaotyczne reakcje tak się mieszały, że napisały miliardy książek.

Przyjęcie istnienia działającej inteligencji w świecie nie jest wiarą – skoro sami siebie jako ludzie postrzegamy w roli inteligentnych istot.
Zatem nie możemy zaprzeczyć, że świat nie posiada inteligencji.
I nie tylko nasza inteligencja dowodzi tego.
Dowodzi tego już samo nasze zaistnienie.
Tak jak komputer dowodzi istnienia ludzkiej inteligencji.

Inną kwestią jest różnica między inteligencją świata, a człowieka – może nie tyle w sensie samej inteligencji, co w sensie jej charakteru. O ile w ogóle można mówić o charakterze inteligencji … Bo gdy mówimy o charakterze – to już musimy mówić o osobie.
Zatem czy Bóg, albo świat, jest osobą?

Osoba – czyli istota posiadająca charakter związany z jakimiś zasadami, moralnością, a przede wszystkim wrażliwością na krzywdę innych.
Wiemy, że przynajmniej niektórzy ludzie mają taką wrażliwość – nie krzywdzą innych.
A Bóg?
Widząc okropności, jakie czynią niektórzy ludzie i to, że Bóg nie zjawia się wtedy jako Rodzic – niejeden człowiek stał się ateistą. I ja się temu nie dziwię.
Jednak z drugiej strony przez tyle religii Ktoś przemawia do ludzi i naucza, aby jedni nie krzywdzili drugich.
Często trudno jest nam ludziom pojąć cierpliwość Boga. My jednak żyjemy i działamy w innej skali. Mamy inną perspektywę. Dosłownie jak dzieci, które wyrywają sobie włosy z powodu maskotki, nie wiedząc, że za chwilę rzucą ją w kąt, bo stracą zainteresowanie nią.

Uważam, że o Prawdziwym Bogu napisano niewiele.
Tak zwane Święte Pisma jedynie odwołują się do Niego. Czasem trafnie przedstawiając Jego naturę i Osobę. W większości zaś niekoniecznie. Szczególnie mam tu na myśli Stary Testament.
Co znaczy słowo testament?
Wiadomo, że każdy kolejny testament unieważnia wszystkie poprzednie.
Zatem Nowy Testament unieważnił Stary Testament.
W świetle prawa nie ma Stary Testament już żadnej wartości.
Oto, więc mamy tzw. Pismo Święte - zwane też Słowem Boga – pozbawione wartości.
Każdy testament jest jakimś słowem.
Człowiek pisząc kolejny testament unieważnia swoje wcześniejsze słowa z poprzednich testamentów.

Zatem Stary Testament, gdzie Boga przedstawiono jako okrutnika, możemy postrzegać przez któryś z dwóch pryzmatów:
1. Jest to fałszywy obraz Boga Prawdziwego, za którego podszywała się jakaś istota.
2. Jest to zlepek wielu dzieł – w tym większość jest o zmyślonych bogach w celu manipulacji tłumami przez okrutnych ludzi

Odnośnie punktu 1 - Chrystus mówiąc o przyszłości zapowiedział, że Szatan będzie przybierał postać anioła światłości. Gdy zaś żydzi: uczeni w Piśmie /Starym Testamencie/ i faryzeusze rozmawiali z Nim powiedział im, kim jest ich ojciec – że jest nim diabeł. Oni mniemali odwrotnie, że to Jezus ma demona. Patrz: Jan. 8:1-50, BW - szczególnie istotne są dwa ostatnie wersety: „Jezus odpowiedział: Ja nie mam demona, ale czczę Ojca mego, a wy mnie znieważacie. Ja zaś nie szukam własnej chwały. Jest taki, kto jej szuka i sądzi .”
Wiadomo, że własnej chwały szuka Szatan.
Czy pewna postać ze Starego Testamentu przedstawiana jako Bóg nie szukała własnej chwały i nie sądziła?

„2. Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
...
5. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą ,
...
24. Uczynisz mi ołtarz z ziemi i ofiarujesz na nim twoje całopalenia i twoje ofiary pojednania z owiec twoich i z bydła twego. Na każdym miejscu, na którym nakażę ci wspominać imię moje, przyjdę do ciebie i będę ci błogosławił.” (2 Moj. 20:2,5,24 BW)

Nasuwa się pytanie: Kto i za co nienawidził tej Postaci? Czy dała ku temu powody?
Ze Starego Testamentu wiemy, że Jej zalecenia i charakter mogły dać powody do nienawiści. Kazała żydom dokonywać eksterminacji tak samo jak to czynił Hitler.
Moralni ludzie uznają działania Hitlera za zbrodniarza. Pewna opisywana postać ze Starego Testamentu zachowywała się tak samo jak Hitler.

„Tak mówi Pan Zastępów: Chcę pomścić to, co uczynił Amalek Izraelowi, stając mu na drodze, gdy wychodził z Egiptu.
Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła.” 1 Sam. 15:2-3, BW

„2. Wtedy Pan rzekł do Jozuego: Oto oddaję w twoje ręce Jerycho, jego króla i wszystkich jego wojowników.
...
21. I wyrznęli do nogi ostrzem miecza wszystko, co było w mieście, mężczyzn i kobiety, młodych i starych, woły, owce i osły.
...
27. I był Pan z Jozuem, a wieść o nim rozeszła się po całym kraju.” (Joz. 6, BW)



Podajesz jako elementy boskości dwie cechy:
1. „Świadomość swego istnienia” (jestem)
2. Zbędność istnienia dla jaźni „warunków i bodźców zewnętrznych, potwierdzających” jej istnienie


Uważasz też, że myśl: "myślę, więc jestem" wskazuje „na warunkowanie swego istnienia od przedmiotu swych rozmyślań”.
Tu zapytam: Czyje warunkowanie?
Osoba nie znająca rozumowania autora tego stwierdzenia, czyli Kartezjusza, tak pomyśli jak Ty.
Tymczasem:
„Kartezjusz za sceptykami wskazuje, że wszystkie dane pochodzące od zmysłów są wątpliwe. Nie tylko możemy się mylić, co do tego, co postrzegamy zmysłami, ale także do tego, czy mamy organy postrzegania zmysłowego lub ciało w ogóle. Kartezjusz przedstawia eksperyment myślowy, w którym "złośliwy demon" ma nad nami absolutną władzę, zwodząc nas, co do istnienia świata zewnętrznego i naszego ciała . Nawet jednak w takim przypadku, nie może on nas zwodzić, co do tego, czy istnieje "ja", które wątpi w istnienie świata . Chociaż więc możemy zwątpić o wszystkim, to nie można zwątpić o istnieniu podmiotu wątpiącego. Chociaż możemy nie mieć pewności, co do tego, kim jesteśmy i jaki jest świat, to z faktu, że myślimy, wynika, że jest ktoś, kto myśli.” /Wikipedia/

Zatem podstawą tej myśli Kartezjusza nie było myślenie, lecz jestestwo właśnie. Właśnie jestestwo niezależne od całego świata zewnętrznego włącznie z ciałem człowieka. Myślenie Kartezjusz wykorzystał jedynie jako narzędzie do wykazania owego jestem . Za pomocą którego chciał wskazać ludziom, że istnieją . Bez względu na świat zewnętrzny.

Oczywiście jako nauczyciel mógł pójść dalej.
I powiedzieć: „czuję istnienie, wiec jestem.” Nawet bez myślenia.
Gdy śpię – jestem. W letargu – jestem, choć wielu uzna, że mnie nie ma – bo nie mogą ze mną porozmawiać. Na którym to przykładzie widać, że jestestwo bywa różnie postrzegane.

Tamże w Wikipedii czytamy też:
„W dziele O wolnej woli (388-395) Augustyn wskazywał, że człowiek może zwątpić o wszystkim, o istnieniu świata, czy nawet o istnieniu Boga, nie może jednak wątpić, że sam istnieje. Gdyby nie istniał, nie mógłby wątpić. Fakt, że może się mylić, nie ma znaczenia, bowiem skoro się mylę, to istnieję. ”

Nasze serce bije cały czas. Jednak między jego uderzeniami są przerwy.
Podobnie nasze myślenie miewa swoje przerwy. Stany zawieszenia. W nich nadal istniejemy.
Myślenie nie jest konieczne do istnienia.
Gdy nie myślę także jestem.


Osobiście rozważasz, ze Bóg „wiedzie byt” (człowieka) do zrealizowania owych powyższych dwóch elementów boskości - czyli „ku swemu przedmiotowi, jakim jest niczym nie uwarunkowana i nie ograniczona Istota.”

Przecież tu automatycznie nasuwa się myśl, że marnie Mu to idzie. Cóż wtedy z Niego za Bóg?
Poza tym w stanie „jestem” połączonym z „nieograniczeniem” nie ma racji bytu pojmowanie dobra i zła.
Zatem już są dwa powody by nie przyjąć Twojego rozważenia.

Jeśli zaś w Bogu założymy istnienie:
- inteligencji (nie wymaga uwarunkowania)
- mądrości (musi być nieuwarunkowana)
- dobra (wynika z mądrości)
- życia (gdyż jest żywy)
- płodności (bo jest pełen życia)
- innych istot (pełen życia)
- obdarzania ich wolną wolą (bo jest dobry)

To przedstawi się nam trochę inny obraz Boga.
A dalej inny obraz świata.


Don... napisał:
… ku swemu przedmiotowi, jakim jest niczym nie uwarunkowana i nie ograniczona Istota. Bez tego czynnika, istnienie myśli jest warunkowane bodźcami zewnętrznymi, a ustanie bodźców zewnętrznych, powoduje brak ukierunkowania rozważań, brak ich przedmiotu oraz ich celu


Zatem postulujesz tu istnienie dwóch zjawisk:
1. Myśl – jej istnienie - jest uwarunkowane bodźcami zewnętrznymi
2. Nieograniczona istota może myśleć bez bodźców zewnętrznych

Jeśli 2 jest prawdziwe, to 1 jest fałszywe.
Jeśli 1 jest prawdziwe, to 2 jest fałszywe.
Możesz wyeliminować tę sprzeczność w Twoim rozumowaniu?


Don... napisał:
Dla świadomości istnienia "Ja", niebyt nie może być realnością i nie jest dlań alternatywą. Uświadomienie sobie że tajemnica istnienia wszechrzeczy zawiera się w słowie "Ja", wiąże się ze zrozumieniem, że jedynym jej celem jest przepojenie tą świadomością wszystkiego



Tu masz rację, jeśli zwrot „Ja”, zamienisz na „Jestem”.
Z „Ja” pochodzą wszelkie problemy światów.
Z niego rodzi się zło. Zaś „Jestem” wszystko scala i łączy.
To ogromna różnica.
Ja jest Szatanem, a Bogiem jest „Istnienie”.
Dlatego wielu mędrców Boga opisało jako Bezosobowy Byt. Brali oni w swoim rozumowaniu odniesienie do ludzkiej osobowości – czyli do uwarunkowanego zlepku reagującego mechanicznie na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne (powstałe z wcześniejszych zewnętrznych). Tu zatem nie Bóg jest maszyną, lecz człowiek – jego osobowość. W odniesieniu do czego nie wypada Boga nazywać osobą – gdyż Bóg nie jest taką osobową maszyną.


Don... napisał:
przepojenie tą świadomością wszystkiego, w czym jeszcze nie została ona przebudzona /przebudzona, bo w istocie jest ona wszystkim i wszędzie/.


Właśnie koncentracja na “ja” trzyma żywą istotę w śnie świata ja i automatycznie w świecie towarzyszącym istnieniu “ja”. Jak to mówił don Juan Matus, to człowiek swoją magią podtrzymuje istnienie tego świata. On jest owym 666, który włada tym światem. Szatan to określony stan osobowości – zbiór ludzkich ja. Kreujący ten świat i żywiący się nim. To ów Orzeł opisywany w książkach Castanedy.

Dlatego Jezus mówił o pokonaniu tego świata. Razem mówiąc o pokonaniu ego ludzkiego i o pokonaniu Szatana – wszystko to, bowiem jest połączone ze sobą. Wzajemnie się karmi, tworzy i podtrzymuje.


Don... napisał:
Taka jaźń, egzystuje w poczuciu, konieczności walki o zachowanie swej egzystencji , a imperatyw walki, kształtuje jej stosunek do odmiennych od niej, także budzących się bytów.


Dlatego, że taka „jaźń” nie jest jaźnią. Jaźń jest uśpiona. (Jezus i Budda mówili o uśpionych. Wtajemniczeni nauczali: „Obudź się Ty, który śpisz.”)
Natomiast umysły żywych istot znając świat jedynie poprzez niedoskonałe zmysły postrzegają go odrębnym od siebie.


Don... napisał:
W efekcie mamy wojnę, własnego Ja z Ja jakie przejawia otoczenie.


Choć istotniejsze jest to, że owe ja istnieje dzięki owemu otoczeniu.
Dlaczego zatem walczy z otoczeniem?
Bo jest próżne.
Chce samo być światem.
Chce się wyodrębnić ze świata, a z drugiej strony i przede wszystkim zabiega o przedmioty tego świata.
Jest paranoiczne.
W sensie kosmicznym trwa w chorobie psychicznej.
„ Nie potrzebują zdrowi lekarza …” (Mat. 9:12, BW)


Don... napisał:
Zwycięstwo własnego Ja nad Ja otaczającym, pogrąża otaczające w ponownej potrzebie przebudzenia …


Zakładając, że Budda, czy Jezus, zwyciężyli „Ja otaczające” – czy wg Ciebie przez to pogrążyli „Ja otaczające” (ten świat) w „potrzebie przebudzenia”?
Wg Jezusa nie, bowiem mówił, że Tamte inne Królestwo nie jest z tego świata.
To są dwa różne Pola wibracyjne.
O tym samym przeczytasz w Pismach Wedyjskich.


Don... napisał:
… potrzebie przebudzenia, czyniąc zwycięzcę zbawicielem pogrążonym w obowiązku odwrócenia efektów swego zwycięstwa


Nierozumiem, bo nie dostrzegam tu sensu.
Zwycięzca, czyli przebudzony – czemu towarzyszą efekty.
Odwrócenie efektów to inaczej utrata przebudzenia.
Wg Ciebie obowiązkiem przebudzonego jest ponowne zaśnięcie?
I dlaczego obowiązkiem?
Z czego on wypływałby?


Don... napisał:
każdy rodzaj podjętej walki, jest auto-destruktywny, bo walczy się z własną podstawą przejawioną u innych. Toteż nie sposób jej wygrać nie będąc jednocześnie przegranym, i przegrać nie zwyciężając.



Ty to postrzegasz jako walkę. To słowo Cię myli.
Zważ na to, że ani Budda, ani Jezus, nie walczyli.
Tu chodzi o przebudzenie.
Ze snu tego świata. O rozpoznanie, czym jest ten świat.
O wyjście z jego POLA, aby wejść do INNEGO POLA.


Don... napisał:
przegrać nie zwyciężając. I ten właśnie fakt, leży u podstawy znaczenia i wartości słów: "ostatni będą pierwszymi", "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" czy "coście najmniejszemu uczynili mnieście uczynili".


Nie ten.
Ostatni tu, będą pierwszymi Tam.
Dobro czynione innym jest dobrem czynionym Bogu, gdyż dobro jest mądrością, a wszystko co mądre jest boże.


Don... napisał:
Ja podejmując walkę z nierealnym, nieistniejącym przeciwnikiem, zaszczepia swe cechy w nieistnieniu, tworząc nowe na wpół świadome realności, w których egzystuje i to zaranie walki "stwórcy" kontynuowane rozpędem, zapamiętaniem w woli zwycięstwa, godzi w pryncypia jego realności, a to tworzy poczucie realności przeciwnika który w nie godzi.


Gdy „walczysz” z nieistniejącym przeciwnikiem, to w rzeczywistości nie walczysz. Bo nie możesz być pokonany. Jedynie trenujesz.
Nie zaszczepisz też czegoś w czymś – co nieistnieje.

(Jeśli tworzysz jakieś koncepcje, to zadbaj o ich spójność.)


Don... napisał:
Przykładając do tego stanu rzeczy, obraz drzewa wiadomości dobrego i złego, rozpoznając dzięki jego owocom cokolwiek jako godne zwalczenia, i mając na uwadze przekaz, że w Edenie wszystko było, a nawet jest dobre, w efekcie wymusza to stwórczą /boską/ moc poznającego siebie w kontekście nieistnienia, czyli nierealnego wcześniej zła, by zwalczyć je jako własny twór, powracając do poprzedniego stanu rzeczy, na podobieństwo syna marnotrawnego, lub stopić swą istotę z Boską naturą stwórczą, wiecznie tworząc, i pochylając się, nad wieczną koniecznością ich doskonalenia w świadomości Ja, jako Chrystus doświadczający śmierci zawartej w swym stworzeniu, aż do pełnego przebudzenia, poprzez powrót syna ukrzyżowanego w nieistnieniu doznającego śmierci jako nowotworu poznawczego we wszechistnieniu, i zmartwychwstania jako ozdrowienia z tej przypadłości poznania niebytu.


Łoł …
Na jakiej podstawie twierdzisz, że przed zerwaniem „owocu poznania dobra i zła” nie było zła?
Są, co najmniej dwa dowody, że było:
1. Istnienie owocu poznania owego zła – poznać można to, co już jest. Owoc poznania zła istniał przed zerwaniem.
2. Istnienie kusiciela – węża.

Jest nawet trzeci, ten, że człowiek miał … strzec Edenu:
„I wziął Pan Bóg człowieka i osadził go w ogrodzie Eden, aby go uprawiał i strzegł.” (1 Moj. 2:15, BW)
Pytania:
1. Przed kim?
2. Kiedy czegoś strzec musimy?

(Nie rozwijam tematu.
Pragnę jedynie dać do myślenia.
Ewentualnie pobudzić do wspólnej analizy.)


Don... napisał:
Istnienie bowiem, jest, wieczną, trwałą jednością przejawiającą swą naturę w bycie, wyrażanym siebie: "Jam Jest który Jest" a jego cząstka śniąca sen stwórczy, oddziela się od niego by poznać dziedzinę stwarzania, a polem do tego jest jedynie niebyt, z którego trzeba tak czy inaczej się przebudzić


Niebytu nie ma, więc nie może być polem coś – czego nie ma.
Moje zdanie i jego sens potwierdzają Pisma Wedyjskie.

To zaś, że istnienie nie jest „wieczną, trwałą jednością” – jest doświadczane przez miliony ludzi na co dzień.
Napisałeś zatem koncepcję filozoficzną nie mającą oparcia w realu.
Jednak to, że ją napisałeś dowodzi, że istnienie myśli ludzkiej nie jest zawsze warunkowane bodźcami zewnętrznymi.
Don... napisał:
niczym nie uwarunkowana i nie ograniczona Istota. Bez tego czynnika, istnienie myśli jest warunkowane bodźcami zewnętrznymi




Don... napisał:
niebyt, z którego trzeba tak czy inaczej się przebudzić jako zabity i zmartwychwstały zbawiciel lub syn marnotrawny, ale oba te aspekty bytu wynikają ze snu i i są nim samym w istocie.


Budzący nie jest aspektem snu.
Kolejna sprawa: Nie każdy we śnie nie wie, że to sen. Bywają jeszcze świadomi tego, że to sen. Nie do końca można ich uważać za śniących. Oni też nie muszą wynikać ze snu, gdyż mogą ów sen kontrolować. Mogą też go zostawić w dowolnym momencie.

Don... napisał:
Wejście w sen niebytu …


Pisanie o czymkolwiek w niebycie jest właśnie snem umysłu.


Don... napisał:
imperatyw snu stwórcy, jako początkowy byt oddziela ciemność nieistnienia z którą będzie walczył, od jasności istnienia nad którym będzie pracował...


A cóż to za jasność istnienia, nad którą trzeba pracować?
Stwórca nie ma takiego snu jaki sugerujesz.
Stwórca żyje w realu.
Popytaj Platona. Jego alegoria jaskini nawiązuje do istnienia prawdziwej rzeczywistości. On jednak nie sięgnął w niej dalej poza idee. W każdym razie nie wyraził w swojej alegorii więcej. Może, dlatego że wolał zatrzymać się na tym, co może być zaakceptowane przez ludzi o naturze przyziemnej.
Pisma Wedyjskie idą dalej i owe idee umieszczają w trzech gunach, za którymi widzą jednak Stwórcę – który wcale nie śpi. Przynajmniej w swojej oryginalnej postaci. Natomiast stwarza sen dla żywych istot – którym są materialne wszechświaty. Jednak stwarza to jako jedna ze swoich boskich ekspansji – która śpi i śni owe wszechświaty. W te sny wchodzą niektóre żywe istoty. Te, które zapragnęły doświadczenia ego – czyli oddzielenia od boskiego świata. Nie dlatego, aby im się nie podobał, lecz dlatego że miały potrzebę posiąść władzę którą ma Bóg. Otrzymały, zatem możliwość jej zdobywania w specjalnie stworzonym do tego świecie – tym świecie.


Don... napisał:
z którą będzie walczył, od jasności istnienia nad którym będzie pracował...po siedmiu jednostkach czasu który stworzył, zakończy swoja pracę



W siódmy boski dzień odpoczął, gdyż w szóstym zakończył stwarzać.
No i się zmęczył „biedaczyna” … fizycznie, czy psychicznie?
Coś Go wyczerpało. Odpoczął, by zaczerpnąć energii … Od kogo? Od wyższego Boga?

Pisma Wedyjskie to wyjaśniają, że Stwórca tego wszechświata nie jest Najwyższym Bogiem.


Don... napisał:
zakończy swoja pracę, różnicując istnienia swego stworzenia na te, jak on śniące rozrost świata roślinnego, wyrażające nadzieję przebudzenia świata zwierzęcego, i na jego obraz i podobieństwo świadome swego bytu...ale pozostały imperatyw tworzenia, zatopi go w odpoczynek, a ten przyniesie sen o buncie w swym stworzeniu, i aż do śmierci jako własny syn trwać będzie, przynosząc ostateczne przebudzenie, z pamięcią zapisanych biblijnych historii, które w wiecznym bycie, zostaną włożone miedzy bajeczne historie biblioteki wieczności Akaszy...



Jeśli prawidłowo odebrałem Twój wywód, chodzi Ci o to, że w świecie powtarzają się cykle razem z historią zbawiciela.
Pisma Wedyjskie opisują takie cykle. Także pojawiających się zbawicieli.

Co do snu, to nie jest to sen o buncie w stworzeniu, lecz sen – który ma też swoją formę energii – ów jest rodzajem światów, aby „zbuntowane” istoty mogły spełnić swoje pragnienie doświadczenia niezależności. Co oczywiście do końca jest niemożliwe, bo stając się niezależne od harmonii bożej zostają uzależnione od snu w którym są wcielane.


Don... napisał:
Finalnie, można też rozważyć że stworzenie, pozazdrości swemu stwórcy, i oddzieliwszy się od "Jam jest który jest", napisze własną historię przebudzenia, podpisując ją nie "Jam Jest", ale Jan, i nadając jej tytuł: Apokalipsa.


To miała być poezja? Smile
Czy sugestia, że Jan straszy apokalipsą, gdy Bóg zapowiada zbawienie? Wink

Niektórzy idą dalej i spekulują, że kiedyś człowiek – jako dziecko boże – sam stanie się Bogiem i będzie tworzył światy.

Pisma Wedyjskie mówią o tym, że bogów tworzących wszechświaty jest mnóstwo. Nazywa ich Brahmami. Dusza ludzka ma szansę awansować do roli Brahmy.
Nigdy jednak nie stanie się Bogiem Najwyższym. Ten jest Jeden – choć ma wiele swoich ekspansji.


Też daleki jestem od narzucania komukolwiek, że to, co napisałem jest prawdą.
Miło jednak gdy się ktoś nad tym co powyżej zastanowi.
Chcąc zaś uniknąć umysłowych fantazji staram się znaleźć oparcie wyrażanych myśli w naukach tych, co przede mną o tych sprawach mówili lub napisali.
Nieskromne i niegrzeczne, a nawet idiotyczne, byłoby bowiem myślenie, że oni byli głupsi od nas, bo nie mieli tych rzeczy, które my mamy.

Tymczasem posiadanie rzeczy nie wynika z naszej mądrości. Nawet ich zbudowanie nie wynika jedynie z mądrości, lecz przede wszystkim ze struktury społecznej i historii pokoleniowego tworzenia narzędzi do ich budowania.
Bez tego nie ma człowieka, który sam te wszystkie rzeczy zdołałby zbudować.


Pozdrawiam

Jerzy Karma


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Abba...




Dołączył: 24 Gru 2015
Posty: 48
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: kkkkkkkkkkkkkk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:45, 20 Kwi 2016    Temat postu:

Odnosząc się do szeregu rozpatrywanych kwestii, dodam własną rozwagę w ich mierze:

- Rozważając określenie "Będę", w odniesieniu do wiecznie trwającej istoty, wieczność jej trwania, wskazuje na jej niezmienność, jako że, gdyby dotyczyła jej jakaś przemiana, rodzaj ewolucji, byłaby ona postawiona w ramach czasu i wymuszanej przezeń przemijalności błędu który tej ewolucji podlega. To "będę", raczej rozpatrywałbym w kontekście zmieniającej się na przestrzeni czasu istoty ludzkiej, i ewolucji jej postrzegania istoty wszechrzeczy, która to ewolucja, zapewne dąży do sięgnięcia w jej rozumieniu, jej niezmiennej natury i wydobycia go z ram czasowych, jako klejnot poznania i w tym rozumieniu "będę" jest zasadne. . A więc "Ja jestem" wyraża istotę trwającego istnienia, a "będę" jest pochyleniem się tej istoty, nad ewoluującym poznaniem, pod wpływem czynnika czasu wskazującego na oczekujące je spełnienie, w postaci przyszłego jego wychynięcia z ram czasu, jako równie trwałego owocu poznania, tym razem nie dobrego i złego, ale niezmiennego, w obliczu którego jakakolwiek miara i stopniowanie jego wartości jest błędem. Za pomocą czasu właśnie, owo poznanie, ma się przerodzić w bezbłędny obraz natury rzeczy, w oku obserwatora, który zapoznawszy się z wszelkimi miarami błędu, odzwierciedla tę naturę, przez co sam się z nią zespala... Czas jest miarą wszelkiej przemiany, a doskonałość podlega jej tylko w obserwującym, który patrzy na nią poprzez pryzmat czasu wyznaczającego ewolucję w jego pojmowaniu.

-Temat miary siedmiu dni czasu stworzenia, też jest dość ciekawy i paralelny do komentarza zamieszczonego wyżej. Dokonanie stworzenia, jest elementem stwórczym co do przemian przestrzeni i to te przemiany wyznaczają zrazu miarę czasu, który wcześniej nie istniał tak jak i przemiany trwalej doskonałości bytu. I wcale nie jest powiedziane, że wedle miary wyznaczanej przez obroty ziemi, te "dni" były równej długości, bo rozumiem to tak, że to działania stwórcze wyznaczały czas a nie czas określał swą miarą te działania, toteż oddzielenie ciemności od światła jest czynnością niemierzalną, bowiem czynnikiem stwórczym jest słowo i stojąca za nim wola, i nie wspomniano o jakimkolwiek innym czynniku który by ten proces, określał, determinował, czy wyznaczał.
Trywializując trochę tę kwestie, można ująć to tak, że do momentu stworzenia Ziemi, nie istniała miara czasu wyznaczana przez jej obroty.

-W temat inteligencji, wpisuje mi się rozumienie, że jeśli inteligencja nie kieruje światem, to i anomalia jej zaistnienia, jest bezsilna i jedynym czym może pokierować, to nieuporządkowany chaos, który ją rozwieje. Poza tym to dość buńczuczne stwierdzenie, że inteligencja jest wyłącznie atrybutem człowieka.

-Co do wyłuszczonej przez Ciebie sprzeczności w kwestii warunkowanego bodźcami zewnętrznymi istnienia myśli, pominąłeś istotny element, wskazujący na fakt, że zakładam jednak istnienie czynnika, który jest w mocy wynieść myśl ponad przedmiot jej rozważań przejawiony w czasie,/ przez co i w swej naturze czasowy czyli przemijający/ nadający kierunek myśli wykraczający poza i niezależny od tego przedmiotu....

...i tu zatrzymałem się...oświecenie...a może nawet.... wtajemniczenie :)..."BÓG PO PROSTU JEST"....myślę że wszystkie nasze dywagacje w Jego względzie, maja na celu utwierdzenie siebie i wskazanie innym że On Jest. A jaki jest, jest Jego osobistym objawieniem i relacją Jego istoty z naszą indywidualnością,.... a my chcąc nie chcąc, w tym wszystkim, czynimy sobie Jego mentalne obrazy, by je porównywać i modyfikować przy pomocy naszych spekulacji myślowych, a to przecież błąd, bo swe dzieło trza nam stale tworzyć właśnie względem Niego, a nie twórczości czy aprobaty innych. Istnieje wiele systemów religijnych, które nakierowują naszą istotę na ślad Jego istnienia, i ich wskazań moralnych, by po tych śladach ku Niemu się kierować. I nie ma w tym błędu, lecz gdy zacząć je porównywać i zestawiać, ze sobą, Jego Istota niepostrzeżenie, schodzi na plan dalszy, a istotnie staje się, jaką, którą droga i jak osiągnąć Jego istotę i naturę, i na takiej podstawie wzrastają wojny religijne, które zwalczają odmienność, od jedynie słusznej drogi i prawdy, odnoszącej się do tej samej Istoty, która /w mym rozumieniu/ jest zaprzeczeniem wszelkiej wojny /jako Jedność wszechrzeczy/ i w kontekście tej wojny, staje się coraz bardziej oddaloną niepoznawalnością, miast wiecznym i bezbrzeżnym poznaniem /poznawaniem/...

Jeśli więc /czasem niewprawnie/ malujemy słowem, obrazy jego natury i istoty, to mym zdaniem, błędem jest porównywanie tych obrazów, czy analiza techniki pociągnięć pióra z perspektywy najbardziej wzniosłych wzorców, bo istotnym w tym jest fakt, Jego natchnienia dla tworzenia takiego obrazu, który wyraża osobistą relację piszącego z opisywanym "przedmiotem dociekań", a technika i sposób wyrazu, jest wykładnią dostępnego talentu i objawienia i ujawnienia, jakiego On dopuścił swym dopustem :).
Jeśli więc dostrzegasz niewprawność, w mym aktualnym oglądzie, to nie będę starał się go bronić, czy poprawiać, ale raczej skieruję modlitwę do źródła inspiracji wszelkiej, o kolejną, być może napisaną z większą dozą wymodlonego talentu. Nie obraz bowiem, ma być doskonałym, by odnaleźć swych naśladowców, ale raczej inspiracja, by samodzielnie wyjść w plener myśli z paletą słowa i nawiązać swą, świadomą, osobistą i twórczą relację z Doskonałym Bytem, i nie po to by jej/Go potem bronić czy w imię podjąć atak, ale doskonaląc swe możliwości i umiejętności dostrzegać coraz to nowe aspekty Jego Istnienia, by ubogacać swój nierozerwalny z "Nim" związek.

Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jerzy Karma
Referent



Dołączył: 20 Kwi 2008
Posty: 1038
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:36, 23 Kwi 2016    Temat postu: O relacji z Bogiem

JJW111001022

Witaj, Twoje zdanie: „określenie "Będę", w odniesieniu do wiecznie trwającej istoty, wieczność jej trwania, wskazuje na jej niezmienność” wprowadziło mnie w kilka aspektów tego zagadnienia.

„Będę” – wskazywać może na:
- będę inny
- będę taki sam
Jednak w zasadzie zwrot „będę” zawiera w sobie element zmiany, albo danej istoty, albo jej otoczenia i „czasu”

Zaś wieczność - w znaczeniu nieskończoności – zawiera w sobie stałość, lecz przecież można myśleć, że nieskończoność zawiera w sobie przecież także dodawanie czegoś – skoro jest nieskończona. Zatem też niestałość.
Można jedna myśleć odmiennie, że skoro jest nieskończona – to ma w sobie już wszystko. Zatem jest stała.

Opis, zatem zależy od punktów wyjścia naszych rozważań, oraz od punktów odniesienia.

Jeśli zaś Boga będziemy postrzegać tak jak postrzegamy stałe reguły geometrii i matematyki, to nawet ich stałość nie jest sztywna – czyli np. inaczej mogą działać w przestrzeni dwuwymiarowej, a inaczej w trzech wymiarach. Na początku umysł tak to odbiera. Później jednak uświadamia, że ogólnie wszystko to podlega stałości, bo przecież dla dwóch wymiarów ma swoją stałość, a dla trzech też swoją.

Istotna jest, zatem w poznaniu perspektywa umysłu i jego stan.

Zatem jeśli w tym naszym rozważeniu Boga jako stałego „JESTEM.” Przyjmiemy Jego niezmienność – to jak się ma to do Jego relacji z człowiekiem?
Bowiem jeśli nawet Bóg tylko obserwuje człowieka – to nie może być stały. Obserwacja bowiem jest odbiciem tego, co jest obserwowane. Obserwowane, jeśli podlega zmianie to i obserwacja jej podlega. Obserwacja Boga jest zaś elementem Boga. Jeśli przyjmiemy, że obserwuje On człowieka.

Czy zatem w świetle powyższego Bóg jest niezmienny?
W pewnym sensie możemy mówić o niezmiennej Jego naturze.
Nie musi to jednak oznaczać, że jest martwy.
W Biblii istnieją nawiązania do tego, że On jest Żywy.
Zatem wchodzi w relacje. Relacje to wpływy. To reakcje – nawet, jeśli bardzo subtelne.

Bóg jako żywy byt jest zmienny – jest to jednak zmienność nie taka jak my to zazwyczaj wyobrażamy.
On jest zmienny w sensie relacji. Ta zaś ma związek z nami i ze światem.
W oderwaniu od nas i od świata Bóg jest stały.
Czy nas potrzebuje?
Niekoniecznie.
Jednak nas ma – ma tez stan miłości. Dopiero to połączenie stwarza „potrzebę” w Nim.
By kogoś kochać potrzebujemy kogoś. Stan miłości istnieje sam z siebie – nawet bez drugiego kogoś.
Gdy jednak w zasięgu stanu miłości znajdzie się obiekt – wówczas rodzi się relacja. Można ją nazwać nawet potrzebą, ale tylko z perspektywy miłości znanej ludziom, czyli z potrzeby kochania kogoś. W stanie miłości jest zupełnie inaczej. Tu jest relacja, a nie potrzeba. To znaczy mamy tu bardziej świadome decydowanie. Świadome obdarzanie lub nie swoją miłością – w zasadzie jest to dopuszczanie obiektu do tego pola miłości.

Don... napisał:
gdyby dotyczyła jej jakaś przemiana, rodzaj ewolucji, byłaby ona postawiona w ramach czasu i wymuszanej przezeń przemijalności błędu który tej ewolucji podlega.


Nie znam czasu. Zatem nie wypowiem się.
Za to znam oddziaływania.
Jeśli Bóg przynajmniej obserwuje, to czy nie ma to z Nim żadnego związku?
Jeśli ja coś robię to ma to związek ze mną.
Nawet moja obserwacja.

Czy to rozwija Boga? (Podmieniam tu zwrot ewolucję na rozwój.)
Tak może się wydawać – z naszej ludzkiej perspektywy.
Jeśli jednak w Bogu już jest wszystko – to dla Niego jest to tylko aktywność.
To tak jakbyś Ty wbijał setnego gwoździa … Czy to Cię rozwija umysłowo?

Można powiedzieć, że Bóg tańczy. Porusza się. Jest aktywny. Pozostawiając swoje ślady w postaci światów. Nawet w postaci ludzi.
Zaś te Jego ślady w jakiś sposób istnieją dalej. Tu jednak mielibyśmy bardzo ubogą naszą relację z Nim …

Zapewne te sprawy są bardziej zaawansowane. Niż my jak Jego ślady.
Jezus nazywał jednych jego dziećmi, a innych dziećmi Szatana.
Co jeśli niebyła to metafora?

Jest to zarazem metafora i nie.
Bowiem w zasadzie twórcą ludzi jest Bóg.
Następnie pojawia się Szatan i zmienia ludzi - w ten sposób stając się ich drugim współtwórcą.
Jesteśmy zatem dziećmi Boga i Szatana. Mamy w sobie potencjał do tych dwóch dziedzictw.
Zależy teraz, który w nas się przejawi.
Jeśli Boga – to jesteśmy Jego dziećmi.
Jeśli szatana – to są to dzieci Szatana.

Jak do tego ma się wolna wola?
Niewiele.
Jednak nadal jest ona istniejącym darem od Boga w każdym człowieku.
Darem, z którego można korzystać i wybierać czyje „geny” chcemy przejawiać: Boga, czy Szatana.
Polega to na tym, że osoba, w której przejawia się natura Szatana, może odrzucić ją poprzez wybór natury Boga – którą ma w sobie w uśpieniu.
Z kolei osoba, w której działa natura Boga może ulec złym wpływom i pójść ku naturze Szatana…


Don... napisał:
To "będę", raczej rozpatrywałbym w kontekście zmieniającej się na przestrzeni czasu istoty ludzkiej


Jednak mówił to Ktoś – kto mówił – nie zaś kto będzie mówił.
Chyba, że masz tu na myśli taką koncepcję: człowiek, który kiedyś stanie się Bogiem, przychodzi z przyszłości i mówi: „Będę.”

Don... napisał:
w postaci przyszłego jego wychynięcia z ram czasu


A co jeśli czasu nie ma?
Także rozpatrując czas w znaczeniu współczesnej nauki, to wypchnięcie poza czas i przestrzeń równa się wypchnięciu poza wszelkie obiekty …
Poza oddziaływania.
Poza istnienie.
Istnienie to reakcja – odbiór.
Bez oddziaływań nie ma istnienia.

Opisz mi istnienie bez oddziaływań.
Nirwana?
Czyż ona jest istnieniem?
Z istnieniem można wejść w relację.
Czy wejdziesz w relację z Buddą?
Jeśli Budda jest w nirwanie to jest to niemożliwe.
Jeśli zaś wejdzie w relację z Tobą – to wypadnie z nirwany.

Jeśli zaś nirwana jest czymś, do czego np. dążysz – by w niej połączyć się z Buddą – to już sama relacja z nirwaną sprawia, że nirwana traci swoją naturę i przestaje być nirwaną. Pozostaje jedynie stanem umysłu. Jednym z wielu.


Don... napisał:
owocu poznania, tym razem nie dobrego i złego, ale niezmiennego, w obliczu którego jakakolwiek miara i stopniowanie jego wartości jest błędem.



Nieprawda. Stopniowanie nie jest błędem o ile jest właściwie rozumiane dla danej perspektywy i sytuacji.
Inaczej – bez stopniowania – będziesz idiotą.

Nawet lepiej jest stopniować źle, niż nie stopniować wcale.

„Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący!
A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich.” (Obj. 3:15-16, BW)


Don... napisał:
Za pomocą czasu właśnie, owo poznanie, ma się przerodzić w bezbłędny obraz natury rzeczy, w oku obserwatora, który zapoznawszy się z wszelkimi miarami błędu, odzwierciedla tę naturę, przez co sam się z nią zespala...


Tu wiele błędów:
1. Jeśli za pomocą czasu, to zamknij się w domu i nic nie rób, połóż się i czekaj aż czas to zrobi Wink
2. Poznanie nie polega na odzwierciedlaniu natury tego co obserwujesz, bo czy obserwując idiotę masz stać się idiotą. Czy zaś stając się idiotą osiągasz poznanie?
3. Poznanie nie polega na odzwierciedlaniu natury poznawanego.

Poznanie polega na rozumieniu. Także na widzeniu przyczyn błędów.
Można to porównać do elektronika naprawiającego jakiś sprzęt.
Jego poznanie polega na znalezieniu przyczyny awarii i na usunięciu usterki.
Nie zaś na odzwierciedlaniu usterki w sobie i zespalaniu się z nią.


Don... napisał:
Czas jest miarą wszelkiej przemiany.


Szukam czasu i nie mogę go nigdzie znaleźć. Dlatego nie wiem o co Ci chodzi z tym czasem.
Miarą przemiany jest różnica między tym, co było, a tym, co jest.
Żaden czas.


Don... napisał:
Dokonanie stworzenia, jest elementem stwórczym co do przemian przestrzeni i to te przemiany wyznaczają zrazu miarę czasu, który wcześniej nie istniał tak jak i przemiany trwalej doskonałości bytu.



Sam widzisz, że piszesz różnych miarach czasu – i domyślam się, że tak naprawdę chodzi Ci nie tyle o różne miary, co o różne przebiegi czasu, inaczej o różne czasy.
Czy zatem możemy brać pod uwagę istnienie czegoś takiego stałego jak czas?
Już istnienie lodówki mówi, że nie.

Czasów jest tak wiele jak wiele jest przemian.
Istniejemy w gąszczu nieskończonych czasów.
Jedne są większe. Inne mniejsze.
Czym są?
To oddziaływania tego – co istnieje.
Na oddziaływania ma wpływ odległość.
Także stan tego co jest w obrębie oddziaływania – czyli też stan umysłu składa się na to.
Można, zatem rzec, iż umysł jest także jednym z czasów.
O ile już chcemy pisać o istnieniu czasu.

Sam dobrze napisałeś:
Don... napisał:
działania stwórcze wyznaczały czas a nie czas określał swą miarą te działania.


Działania i oddziaływania się liczą.
Nie jakiś czas.


Don... napisał:
toteż oddzielenie ciemności od światła jest czynnością niemierzalną, bowiem czynnikiem stwórczym jest słowo i stojąca za nim wola, i nie wspomniano o jakimkolwiek innym czynniku który by ten proces, określał, determinował, czy wyznaczał. Trywializując trochę tę kwestie, można ująć to tak, że do momentu stworzenia Ziemi, nie istniała miara czasu wyznaczana przez jej obroty



Z pewnością masz tu na myśli przekaz biblijny o stworzeniu.
Ktoś tam jednak dokonał czynności mierzalnej.

Poza tym:
„Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię.” (1 Moj. 1:1, BW)”

Zatem ziemia była, a raczej woda.
Następnie światłość, potem ruch, by tworzył dzień i noc.
I czynność mierzalna określona zwrotem: „nastał dzień pierwszy”, czyli pierwsze odniesienie działań do następujących dni i nocy.
Czy to jest czas?
Tak – jako jednostka miary, którą jest dzień i noc.
Nie – jako jakiś czynnik czasu.

W sumie to wg Biblii Bóg użył miary czasu, czyli miary dnia i nocy, nie od stworzenia nieba i ziemi, lecz od momentu powstania dnia i nocy – co jest logiczne.

Zatem masz rację, że żaden czynnik (czasu) poza wolą i mocą Boga nie działał.

Poza tym jaki wpływ ma miara na przedmioty?

Don... napisał:
Co do wyłuszczonej przez Ciebie sprzeczności w kwestii warunkowanego bodźcami zewnętrznymi istnienia myśli, pominąłeś istotny element, wskazujący na fakt, że zakładam jednak istnienie czynnika, który jest w mocy wynieść myśl ponad przedmiot jej rozważań przejawiony w czasie,/ przez co i w swej naturze czasowy czyli przemijający/ nadający kierunek myśli wykraczający poza i niezależny od tego przedmiotu....



Hmmm… ta sprzeczność nie jest wytłuszczona.
Przytoczę ją jeszcze tu:
Jerzy Karma napisał:
Don... napisał:
… ku swemu przedmiotowi, jakim jest niczym nie uwarunkowana i nie ograniczona Istota. Bez tego czynnika, istnienie myśli jest warunkowane bodźcami zewnętrznymi, a ustanie bodźców zewnętrznych, powoduje brak ukierunkowania rozważań, brak ich przedmiotu oraz ich celu

Zatem postulujesz tu istnienie dwóch zjawisk:
1. Myśl – jej istnienie - jest uwarunkowane bodźcami zewnętrznymi
2. Nieograniczona istota może myśleć bez bodźców zewnętrznych

Jeśli 2 jest prawdziwe, to 1 jest fałszywe.
Jeśli 1 jest prawdziwe, to 2 jest fałszywe.
Możesz wyeliminować tę sprzeczność w Twoim rozumowaniu?


Jak wyżej widać nie pominąłem istnienia takiego czynnika – wymieniłem go za Tobą w punkcie 2.
Ty jednak nadal przedstawionej sprzeczności nie wyeliminowałeś.
Może się jednak nie rozumiemy?
Może chodziło Ci o to, że zakładanie istnienia takiego czynnika eliminuje koncepcję, że myśl nie potrzebuje bodźców zewnętrznych?


Don... napisał:
"BÓG PO PROSTU JEST"....myślę że wszystkie nasze dywagacje w Jego względzie, mają na celu utwierdzenie siebie i wskazanie innym że On Jest.


Bardzo ciekawe (choć nie nowe) stwierdzenie.
Jednak procesy myślowe nie zawsze dają taki efekt.
Np. niejeden przeciwnik astrologii szukający dowodów przeciw niej w końcu został astrologiem Wink
Zatem dywagacje na jakiś temat o określonym ukierunkowaniu nie zawsze utrzymają w tym samym kierunku.
Ja jednak o efektach, a Ty raczej o zamierzonym celu. To w sumie różnica Smile
Efekty też jednak są celem. Nawet, jeśli przez ludzi niezamierzonym.

Z pewnością jednak celem wielu jest wskazanie innym, że Bóg jest.
Choć najważniejszą kwestią każdego powinno być wskazanie tego sobie!
Bo co z tego, że innym wskazujemy, a sami mamy chwile zapomnienia…
Dobrze, że choć wskazując innym – dzięki właśnie nim – pamiętamy Wink
Zatem masz rację, że wskazując innym możemy przez to utwierdzać w tym siebie.
Jednak i z tym różnie bywać może.
Wskazywanie polega na zajmowaniu się teologią, religiami, pismami itp.
Zajmowanie się tym przebiega różnymi ścieżkami informacji. Zbiory niektórych z nich tak się mogą uformować, że wielu dochodzi do wątpliwości, a nawet zostaje ateistami, lub agnostykami.
Ci ostatni przynajmniej nie wiedzą. Są jak Sokrates.
Ateiści zaś są w gorszej pozycji, gdyż ich „wiedza” wynika bardziej z depresji, zniechęcenia, buntu, niezrozumienia czy z niewiedzy – gdyż chcieliby wiedzieć coś o Bogu, a mają pustkę w tym zakresie …


Don... napisał:
.... a my chcąc nie chcąc, w tym wszystkim, czynimy sobie Jego mentalne obrazy, by je porównywać i modyfikować przy pomocy naszych spekulacji myślowych, a to przecież błąd, bo swe dzieło trza nam stale tworzyć właśnie względem Niego, a nie twórczości czy aprobaty innych. Istnieje wiele systemów religijnych, które nakierowują naszą istotę na ślad Jego istnienia, i ich wskazań moralnych, by po tych śladach ku Niemu się kierować. I nie ma w tym błędu, lecz gdy zacząć je porównywać i zestawiać, ze sobą, Jego Istota niepostrzeżenie, schodzi na plan dalszy, a istotnie staje się, jaką, którą droga i jak osiągnąć Jego istotę i naturę, i na takiej podstawie wzrastają wojny religijne, które zwalczają odmienność, od jedynie słusznej drogi i prawdy, odnoszącej się do tej samej Istoty, która /w mym rozumieniu/ jest zaprzeczeniem wszelkiej wojny /jako Jedność wszechrzeczy/ i w kontekście tej wojny, staje się coraz bardziej oddaloną niepoznawalnością, miast wiecznym i bezbrzeżnym poznaniem /poznawaniem/...


Człowiek ma w tym zakresie różne etapy.
Pięknie to i mądrze napisałeś.
Z czego wynika to – co opisałeś?
Z tego jak bardzo ludzie się różnią między sobą.
Są też na różnych poziomach rozwoju.

Ludzkie poznanie Boga wynika z danego stanu człowieka.
Jaki Twój stan – taki Twój Bóg.
Kto ma stan chory – ma chorego Boga, czyli nie ma on Boga prawdziwego.

By być zdrowym należy być czystym, a zatem nie krzywdzić innych ludzi.
Wskazówki moralnego i etycznego postępowania są w wielu religiach.
Kto je wypełnia – ten coraz bardziej poznaje Boga prawdziwego.
Bóg wtedy mu się objawia stopniowo w nim samym.
Kto jednak poddaje się własnemu umysłowi – u tego jego umysł tworzy mu jego bożka.




Don... napisał:
Jeśli więc /czasem niewprawnie/ malujemy słowem, obrazy jego natury i istoty, to mym zdaniem, błędem jest porównywanie tych obrazów, czy analiza techniki pociągnięć pióra z perspektywy najbardziej wzniosłych wzorców, bo istotnym w tym jest fakt, Jego natchnienia dla tworzenia takiego obrazu, który wyraża osobistą relację piszącego z opisywanym "przedmiotem dociekań", a technika i sposób wyrazu, jest wykładnią dostępnego talentu i objawienia i ujawnienia, jakiego On dopuścił swym dopustem Smile.
Jeśli więc dostrzegasz niewprawność, w mym aktualnym oglądzie, to nie będę starał się go bronić, czy poprawiać, ale raczej skieruję modlitwę do źródła inspiracji wszelkiej, o kolejną, być może napisaną z większą dozą wymodlonego talentu.



On jednak chce byśmy nie tylko od Niego poznawali Go.
Chce byśmy także poznawali Go od siebie.
Raduje się, gdy widzi, że istniejemy też jako społeczność Jego. I razem działamy.

Pamiętać też powinniśmy, że oprócz Jego natchnień działa w nas poprzez nas – także nasz własny umysł ze swoimi skłonnościami. Który jest bardzo silny. Tak silny, że dołączać się lubi i wciskać do każdego natchnienia. O ile mu się to uda. Umysł jest jak napięta sprężyna – która czyha by zaistnieć i działać.
Nie tylko umysł. Nawet ciało nasze i otoczenie próbują wpływać na stan naszego ducha i naszej relacji z Bogiem. Widać takie próby na historii Hioba.


I czy zawsze niewprawność jest niewprawnością?
Istnieją niewprawności powodowane przez samego Boga. Tak jak i pytania przez Niego zadane.
Jest tak, gdy Bóg sam je poprawia i gdy sam udziela odpowiedzi.
Jest to jedna z rozrywek Boga.
W której wykorzystuje mechanizmy ludzkich umysłów.
W tym celu, aby ludzi wyzwolić.


Don... napisał:
Nie obraz bowiem, ma być doskonałym, by odnaleźć swych naśladowców, ale raczej inspiracja


Intencja jest ważna.
Doskonałość jednak jest celem.


Don... napisał:
nawiązać swą, świadomą, osobistą i twórczą relację z Doskonałym Bytem, i nie po to by jej/Go potem bronić czy w imię podjąć atak, ale doskonaląc swe możliwości i umiejętności dostrzegać coraz to nowe aspekty Jego Istnienia, by ubogacać swój nierozerwalny z "Nim" związek.



Jeśli nawiążesz tą relację już w sposób doskonały – to ona zniknie, gdyż nie ma wtedy w jedności już relacji, lecz jest jedność. Bóg wtedy staje się Twoim sercem i Twoją duszą.
Czy On się wtedy broni?
Czyni to nie czyniąc tego, czyli czyni tak, jakby nie czynił.
W taki sposób Bóg prowadzi ku sobie.
Nikogo nie przymusza.
Jest spokojny.
Miło przyjmuje każdego - kto ku Niemu idzie drogą prawdy.
Innym zaś dając to, co wybrali swoimi uczynkami.
Czy też wybrali jako służbę Jego sprawom.
Do których należy zbawianie innych.


Bądź z Bogiem w POKOJU.

Jerzy Karma


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.boga.fora.pl Strona Główna -> Bóg po prostu JEST Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island